Po kolejnym z treningów wróciła do swojego mieszkania i usiadła na parapecie okna, opierając czoło o zimną szybę. W ciągu ostatnich lat jej życie zmieniło się diametralnie, jej drużyna się rozpadła, rodzice zmarli. Została sama, nie miała już nikogo komu mogłaby powierzyć troski. Sporadycznie widywała się z Naruto, ale to było za mało aby móc mu powiedzieć wszystko co ją dręczyło. Jej nauczycielka, Tsunade-sama nie była tak wyrozumiała i cierpliwa aby wysłuchać wszystkich jej zwierzeń. Zastanawiała się co tam w ogóle trzyma ją przy życiu.
Po szybie zaczęły spływać pierwsze krople deszczu, które po chwili przemienił się w prawdziwe oberwanie chmury, któremu towarzyszyła przerażająca burza.
Rozpłakała się, jak każdego wieczora, przelewała łzy za życie jakim obdarzył ją los. W momencie kiedy błyskawica rozjaśniła niebo za oknem Sakura zauważyła znajomą twarz. Po śmierci rodziców już nie raz ją widziała. Ponownie przyszedł aby ją zwerbować. Zdenerwowana ponownym najściem nieproszonego gościa otarła łzy z policzków, zeszła z parapetu i zasunęła okna roletami.
„Znowu on”- pomyślała zirytowana ciągłymi staraniami obcego. Gdy tylko odeszła od okna na dwa metry usłyszała pukanie w szybę. Przystanęła na chwilę. „Dajcie mi spokój!”- krzyknęła w myślach zaciskając pięści po czym ruszyła dalej. Przestraszyła się słysząc gwałtowne pukanie do drzwi. Niechciany osobnik za oknem stał się już rutyną, ale pierwszy raz odkąd mieszka sama ktoś zechciał zaszczycić ją swoją obecnością. Wchodząc, normalnie, kulturalnie przez drzwi.
Z ostrożnością podeszła do drzwi, aby je otworzyć. Na wszelki wypadek jej prawa ręka powędrowała do kabury na prawym udzie, gdzie znajdowały się kunaie i shurikeny. Otarła pot z czoła i starała się przywołać na twarzy uśmiech aby wyglądać naturalnie.
Otworzyła spokojnie drzwi.
- Naruto?- zdziwiła się widząc za drzwiami blondyna. „Zaczynam popadać w paranoję”- co ty tutaj robisz?- otrząsnęła się ze stanu w jakim była.
- Nie mam gdzie mieszkać- uśmiechnął się szeroko.
- I w związku z tym?- nie udawała, naprawdę nie wiedziała co chodzi blondynowi po głowie. Nie chciała wiedzieć.
- Mogę się wprowadzić?
- Wprowadzić?!- krzyknęła zdziwiona.
- Odkąd nie wysyłają nas na misje nie mam pieniędzy, żeby opłacić czynsz. Przed chwilą kazali mi się wynieść.
„Z jednej strony, u mnie też krucho z pieniędzmi. Pozbycie się połowy kosztów utrzymania domu byłoby dobrym pomysłem. W końcu i tak zamierzałam poszukać współlokatora.”- przeszło jej przez głowę. „Nie! To przecież Naruto!”
- Proszę, naprawdę nie mam gdzie teraz zamieszkać- zrobił smutne oczy niczym szczeniak.
- Właź, ale…- nie zdążyła dokończyć zdania, gdy Naruto wpadł przez próg z całym swoim dobytkiem do mieszkania- czekaj Naruto!- chwyciła chłopaka za kołnierz bluzy- są sprawy, które musimy przedyskutować.
- Jakie? Co tu jest do przedyskutowania?
- Bardzo wiele rzeczy- puściła chłopaka udając się do pokoju, w którym miał zamieszkać Uzumaki.
Blondyn położył swoje bagaże na podłodze, ściągnął buty i udał się za dziewczyną.
- Po pierwsze, dzielimy się kosztami wynajmu po połowie. Tak samo z jedzeniem.
„Może powinnam kazać mu płacić 75% za jedzenie?”- przemknęło jej, gdy przypomniała sobie w jakich ilościach, Naruto pochłania jedzenie.
- Po drugie, masz zakaz wstępu do mojego pokoju- spojrzała wrogo na blondyna.
- Się rozumie- uśmiechnął się głupkowato chcąc uspokoić różo-włosą.
- Żadnych imprez. Żadnych spotkań przy piwku z kumplami, żadnych pokerowych piątków, sobót czy innych dni tygodnia- zaczęła wymieniać swoje warunki wprowadzenia się Naruto.
- Coś ty taka zmierzła się zrobiła?- przerwał jej ze smętną miną- znacznie weselsza byłaś kiedy byliśmy jedną drużyną.
- Ostatnia i najważniejsza zasada: żadnych rozmów o dawnych czasach! Dawnych czasów już nie ma!- warknęła idąc do swojego pokoju. Wściekła, ponownie, na cały świat trzasnęła drzwiami.
Dawne życie to był jedyny temat, który nie mógł być przy niej poruszany. Każde słowo, które wiązało się z przeszłością doprowadzało ją do białej gorączki, która po chwili przemieniała się w lament. Tata, mama, rodzina, drużyna siódma, szczęście, Sasuke. Tych słów nie było już w jej słowniku. Ani żadnego synonimu tych słów. Nie miała już ani ojca ani matki, nie miała rodziny. Drużyna siódma się rozpadła. Sasuke, miłość jej życia, odszedł raniąc ją do głębi. Szczęścia nie doznała od kiedy zmarli jej rodzice. Od tamtej pory w jej życiu był tylko smutek i płacz. Skrycie jednak marzyła, aby szczęście w jej życiu zmartwychwstało. Aby Sasuke powrócił i ponownie stali się drużyną siódmą. Szczęśliwą rodziną. Chciała znów się uśmiechać, tak jak za dawnych czasów.
Oto pierwsza notka nowego opowiadania ;) Według mnie, dziwna - z resztą jak wszystkie moje notki. Mam jednak nadzieję, że przypadnie Wam do gustu.
Chciałam tylko zaznaczyć, że pomimo iż Naruto i Sakura zamieszkali razem nie oznacza, że będzie to opowiadanie NaruSaku. Nigdy w życiu! Jestem zwolenniczką NaruHina i oczywiście SasuSaku.
To by było na tyle z moich ogłoszeń duszpasterskich,
XOXO.