Szum wiatru poruszający liśćmi. Rozmowy dochodzące z zewnątrz. Kapanie wody z kranu. Za głośno. Od śmierci rodziców miała płytki i niespokojny sen, najmniejszy szelest był w stanie zerwać ją na równe nogi.
Otworzyła ciężkie powieki, spoglądając na biały sufit. Nie potrafiąc dokładnie określić gdzie się znajduje obróciła lekko głowę, aby rozejrzeć się obszerniej po pomieszczeniu. W kącie naprzeciwko jej łóżka zauważyła stojak na kroplówki. Szpital, pomyślała wypuszczając z płuc powietrze. Opadła powrotem na poduszki. Po chwili bezczynnego leżenia wstała z łóżka. Chciała się przespacerować po szpitalnym deptaku tak jak robiła to kiedyś. Nigdzie indziej nie mogła napawać się tak pięknym widokiem płaczących wierzb i poczuć ich wspaniałego zapachu.
Wstając z łóżka zauważyła stojący na stoliku wazon z bukietem nieznanych sobie kwiatów, których błękitny kolor był tłem dla różu kwitnącej wiśni, której pojedyncze gałązki zostały starannie włożone w bukiet.
- Ino- uśmiechnęła się, szepcząc imię przyjaciółki wiedząc, że owy bukiet wyszedł spod jej zdolnych rąk. Jej pierwszy uśmiech od śmierci rodziców.
Udało się jej przemknąć pomiędzy wszystkimi pielęgniarzami, pielęgniarkami i innymi pracownikami szpitala, których zadaniem było między innymi powstrzymanie Sakury przed jakimkolwiek wyjściem z sali. Szła spokojnie wydeptaną przez pacjentów dróżką upajając się spokojem owego miejsca. Zaczęła rozmyślać nad swoim życiem, dlaczego potoczyło się tak a nie inaczej. Dlaczego zamknęła się w sobie, pomimo iż jej dawne ja, nigdy nie przestało istnieć. Dlaczego?
Jej życie wirowało. Nie była w stanie rozgryźć samej siebie. Była zbyt zagmatwana w swoich myślach żeby je poukładać. Naruto miał rację, gubiła się. We wszystkim, w swoich myślach, poczynaniach. We własnym życiu.
Zatrzymała się spoglądając jak promienie słońca nieśmiało przedzierały się przez gałęzie płaczącej wierzby, która kłoniła się w jej stronę. Zawsze jest nadzieja na lepsze jutro. Zawsze jest ta odrobina światła, która pozwala wierzyć, że wszystko można jeszcze naprawić i wrócić do takiego stanu, w jakim powinno być. Wciąż miała przyjaciół, którzy pomimo wszystkich przykrości, jakie im wyrządziła, stali u jej boku. Wierni kompani nie pozwolili jej upaść, kiedy traciła grunt pod nogami. Ona jednak nie zauważała ich pomocy. Była zbyt zaślepiona cierpieniem po śmierci rodziców. Uważała się za najbardziej cierpiącą osobę na świecie. Aż do teraz. W końcu ile ludzi na świecie traci najbliższych w tak tragiczny sposób? Na pewno nie była jedyna.
Koniec- pomyślała- nie mogę tak wciąż żyć! W końcu skończę tak jak Sasuke. Nie miała najmniejszego zamiaru zatracić się w swoich boleściach tak jak zrobił to jej przyjaciel. Złapała się na owej myśli, a jednak Sasuke był dla niej przyjacielem. Muszę się zmienić- odwróciła się w stronę szpitalnego budynku. Na tarasie wychodzącym na deptak zauważyła stojących przy barierce przyjaciół, których tak zaniedbywała przez ostatnie trzy lata. Naruto, jak zwykle rozbawiony z tylko sobie znanego powodu. Hinata czerwieniąca się z powodu obecności blondyna, wraz ze swoją dawną drużyną. Władcza i zdecydowana Ino przyprowadziła ze sobą Shikamaru i Chouji’ego, którzy bali się na tyle młodej, Yamanaki, że nie potrafili odmówić jej czegokolwiek. Rock Lee, którego Sakura nie widziała od długiego czasu, oraz jego kompani TenTen i Neji. Brakowało tam tylko jej i Sasuke aby ich banda z młodzieńczych lat była w komplecie.
Widzieli ją, uśmiechali się serdecznie, jak zawsze to robili, nie oczekując od dziewczyny jakiegokolwiek znaku wzajemności- zacznę od naprawienia tego, co zepsułam- uśmiechnęła się, serdecznie machając energicznie przyjaciołom. Zdziwienie i zaskoczenie shinobi stojących na balkonie zrodziło szerokie uśmiechy na ich twarzach. Nawet Shikamaru uśmiechnął się widząc powrót Sakury. Tej dawnej, prawdziwej.
Okasan! Otosan!- uśmiechnęła się do wspomnienia rodziców- kocham was. W końcu zrozumiała, że nie może żyć tak jak do tej pory. Rodzice by tego nie zaaprobowali, chcieliby, aby wciąż była tą samą Sakurą. Aby wciąż się uśmiechała i promieniała radością. Tak jak zawsze to robiła za ich życia.
Nie potrafiłam cieszyć się tym co mam, na rzecz czegoś co już dawno straciłam- pomyślała biegnąc w stronę drzwi, aby udać się do przyjaciół- nie. Rodzice zawsze będą ze mną- sprostowała postanawiając, że już nigdy nie uroni ani jednej łzy. Już wystarczająco dużo ich wylała. Wbiegła na taras gdzie znajdowali się jej przyjaciele. Stanęła jak wryta zastanawiając się co powinna zrobić najpierw. Rzucić się każdemu z nich na szyję ciesząc się, że nie opuścili jej i podziękować im za to?
- Gomen nasai!*- krzyknęła kłaniając się wpół przed przyjaciółmi. Najpierw powinna ich przeprosić za swoje zachowanie. Za te wszystkie przykrości jakie im wyrządziła swoim zachowaniem, przez ostatnie trzy lata.
Zaniemówili. Nie byli pewni co się stało.
- Sakura-chan…- Naruto, jako jedyny, ocknął się z odrętwienia. Podbiegł do przyjaciółki i biorąc na ręce zaczął kręcić się wokół własnej osi.
To było to, za czym tęskniła, spontaniczność, radość, szczęście.
Minęło dwa tygodnie od kiedy pogodziła się ze swoim losem i zaczęła żyć tak jak przed śmiercią rodziców. Znowu się uśmiechała i była serdeczna dla otaczających ją ludzi. Wróciła Sakura, za którą sama w pewnym stopniu tęskniła.
Wracała do domu ze szpitala, w którym miała dyżur owego dnia. Słońce już od kilku godzin schowało się za horyzontem, więc drogę do domu oświetlały jej uliczne latarnie. Miała wrażenie, że coś się owego dnia zdarzy. Nic strasznego, ale miała wrażenie, że coś jednak ją dzisiaj zaskoczy. Czuła to w kościach. Mimo to szła dalej nie dając po sobie poznać, że coś ją dręczy.
- Wróciłam, Naruto- krzyknęła wchodząc do mieszkania. Zero odzewu- Naruto- zdziwiła się. O tej porze Naruto zawsze był w domu.
Weszła do kuchni, tu zazwyczaj przesiadywał. Pusto. Skierowała swoje kroki do jego pokoju, nadal nic. Czyżby był u niej w pokoju? Zdenerwowała się, czy była sobą czy też zgorzkniałą Sakurą, Naruto nie miał prawa wstępu do jej pokoju.
Skierowała się do swojego pokoju, drzwi były otwarte. Niczym torpeda wpadła do pokoju.
- Naa-ruu-too!- przeciągnęła wściekła na blondyna, że wciąż nie przestrzegał jednej z zasad. Zatrzymała się widząc, że przyjaciel stoi niczym słup soli wpatrzony w okno.
Zdezorientowana spojrzała w tą samą stronę. Zamarła z przerażenia. Był tutaj, stał przy jej oknie tak jak zawsze stał przy nim jego wysłannik. Zmienił się. Pomimo ciemności, jaka okalała jego postać widziała jego zmiany. Urósł i zmężniał przez te wszystkie lata nieobecności. Jego postawa mówiła iż był bardziej pewny siebie niż niegdyś. Jednak wyraz twarzy nadal niezmienny. Zero uśmiechu, jakiegokolwiek uczucia, beznamiętny.
- Sasuke- westchnęła zdziwiona.
* Gomen nasai – przepraszam (gdy sprawiliśmy komuś przykrość swoim zachowaniem).
Notka krótka, ale na więcej nie umiałam, na razie, się zmusić. Brak weny ponownie zaczyna mi doskwierać. Może dlatego, że to już nie to samo, kiedy moje opowiadanie czyta zaledwie 6 osób. Nie wiem, nie mam pojęcia.
Na opowiadania.miyako pojawiła się nowa notka na którą zapraszam.
No to by było na tyle,
XOXO.