Stała jak zahipnotyzowana. Był tam, jego postać widniała na pokaźnej gałęzi pod jej oknami. Wiedziała co powinna zrobić, zasunąć zasłony i zignorować przybysza – tak jak zawsze robiła to z jego podwładnymi. Nie potrafiła jednak ruszyć się z miejsca. Zupełnie jakby ktoś przybił jej buty do podłogi.
Z odrętwienia wyrwał ją ruch Naruto. Powoli zaczął kroczyć w stronę okna.
- Naruto- wyszeptała.
Zignorował ją.
- Naruto!- krzyknęła groźnie.
Zatrzymał się. Wreszcie miał okazje odzyskać przyjaciela, a ona go zatrzymywała.
- Sakura-chan- zaczął spokojnie odwracając głowę- ty nic nie rozumiesz.
- To ty nic nie rozumiesz!- rzuciła wściekle- on nie przyszedł po to, aby z tobą walczyć. Przyszedł do mnie!- dodała donośnie- przyszedł PO mnie.
- Sakura-chan…- odwrócił się w stronę przyjaciółki nie ukrywając swojego przerażenia jej słowami.
- Wyjdź Naruto- odzyskała jasność umysłu- zapomniałeś o zakazie wstępu do mojego pokoju?
Odkąd pamiętała marzyła o pozostaniu sam na sam z Sasuke. Ale teraz… teraz kiedy nadarzyła się okazja chciała z nim zostać sam na sam, aby ostatecznie dać mu do zrozumienia, że nigdy nie dołączy do jego pseudo drużyny. Nigdy nie stanie się nukeninem!
Podeszła do okna i z impetem je otworzyła, spoglądając na postać stojącą na zewnątrz. Wyszła do niego stając mu naprzeciw.
Deszcz, który dotychczas był tylko mżawką zmieniał się powoli w ulewę.
- Wynoś się stąd!- rzuciła ostro wiedząc, że żadne słowa nie są w stanie zranić Uchihy- wynoś się stąd i już nigdy nie wracaj!
Nie odezwał się. Nie od razu. Swój obojętny wzrok wciąż miał utkwiony w dziewczynie.
- Powiedziałaś, że mam przyjść po ciebie osobiście- obojętny ton głosu, obojętny wzrok. Stary, obojętny Sasuke.
- Powiedziałam- przytaknęła z przekąsem- ale sądziłam, że nie będziesz miał na tyle odwagi, żeby pokazać się osobiście. Myślałam, że stchórzysz tak jak zawsze- przerwała swój atak na bruneta, czekając na jego odpowiedź.
- Nigdy nie byłem tchórzem.
- Owszem byłeś!- krzyknęła od razu- gdybyś nim nie był, zostałbyś z nami i zmierzył się ze swoją przeszłością tutaj! Nie szukałbyś Itachi’ego i nie porzuciłbyś przyjaciół!
- Nie miałem przyjaciół.
Obojętny ton Sasuke zaczynał wyprowadzać dziewczynę z równowagi.
- Naruto myśli inaczej- kąciki ust podniosły się jej mimowolnie na wspomnienie o rozmowie, jaką odbyła z blondynem kilka tygodni wstecz.
- Naruto- ton głosu bruneta zabrzmiał jakby jego właściciel oddawał się zadumie- a ty jak myślisz?
- Uważam, że masz rację. Nigdy nie miałeś i nigdy nie będziesz miał tutaj przyjaciół- odpowiedziała opryskliwie- a teraz wynoś się- odwróciła się tyłem do Sasuke, z zamiarem ponownego wejścia do pokoju.
- Przyszedłem po ciebie, przyjaciółko- zlekceważył jej ostatnie słowa. Kpiarski uśmiech zagościł na jego twarzy.
- Po co?- zatrzymała się, trzymając framugi okna.
- Medic Ninja byłby wspaniałym nabytkiem w drużynie.
- Wypchaj się- fuknęła, po czym zeskoczyła z parapetu do pokoju. Odwróciła się z zamiarem zamknięcia okna, gdy zauważyła przed sobą bezwzględną twarz Uchihy.
Przestraszyła się. Nie sądziła, że ktokolwiek może poruszać się tak szybko i bezszelestnie bez użycia chakry. Szybko jednak otrząsnęła się z odrętwienia i pewna siebie spojrzała w oczy kruczowłosego. Hebanowe i bez jakiegokolwiek wyrazu. Takie, jakimi je zapamiętała.
- Kiedy odchodziłem byłaś w stanie upuścić sobie krwi abym został. A teraz mnie wyganiasz- pomimo zaciekawienia, jaki usłyszała w jego głosie, oczy nadal pozostawały niezmienne- gdzie się podziała tamta mała irytująca dziewczynka, która tak mnie wielbiła i była w stanie zrobić dla mnie wszystko?- uśmiechnął się złowieszczo.
- Ależ byłam głupia, prawda? Ganiać za takim gnojem jak ty- uśmiechnęła się kpiarsko- na szczęście wyrosłam z tego patologicznego uczucia i przejrzałam na oczy.
- Powiedz, czy to śmierć rodziców tak cię zmieniła?- zachował się zupełnie jakby zignorował jej wypowiedź.
- Nie masz prawa mówić o moich rodzicach- uśmiech z jej twarzy znikł. Jego miejsce zajęła wściekłość i irytacja dalszą obecnością bruneta.
- To musi być trudne, stracić ukochanych rodziców w tak tragiczny sposób- ciągnął dalej- z całej wioski to akurat oni zginęli…
- ZAMKNIJ SIĘ!- nie umiała wytrzymać. Zamachnęła się i wymierzyła mężczyźnie ostry cios z pięści, „wypraszając” go tym samym ze swojego pokoju.
Nie wiedziała, na jaką odległość odleciał, zatrzasnęła okno i zasłoniła je roletami. Wypuściła zalegające jej w płucach powietrze.„Dobra robota, Sakura”- pochwaliła samą siebie za stanowczość, jaką się wykazała.
- Naruto- rzuciła wychodząc z pokoju- masz ochotę na her…batę…?- zdziwiła się widząc otwarte w salonie okno- Naruto!- krzyknęła podbiegając do okna i przeskakując zgrabnie przez jego framugę. Wylądowała na mokrej i śliskiej gałęzi. Przed sobą zobaczyła blondyna rozglądającego się po okolicy. Sasuke musiał najprawdopodobniej odejść po ciosie, jaki mu wymierzyła.
- Naruto!- krzyknęła wściekła na przyjaciela- to nie twoja sprawa!
- Nakłonienie Sasuke do powrotu to moja sprawa!- wybuchnął Uzumaki- dopóki będzie po ciebie wracał mam szanse, aby sprowadzić przyjaciela do domu! Nie przestanę póki Sasuke nie będzie z powrotem w wiosce!
- On nie wróci!- Sakurze również puściły nerwy, ponownie tej nocy- pogódź się z tym wreszcie, że Sasuke nigdy do nas nie wróci…
-Wróci!- przerwał jej- wiem, że wróci!
- Głupi jesteś i tyle- skwitowała przyjaciela i nie zamierzając nadal moknąć weszła z powrotem do domu.
Straciła ochotę na herbatę.